Wiosna zaczyna się w Sobótce

20170401_131631

Sobótka (koło Wrocławia) i jej Półmaraton Ślężański ma dla mnie szczególne znaczenie, gdyż właśnie w tym biegu w 2009 roku  debiutowałem jednocześnie w zawodach długodystansowych jak i był to mój pierwszy bieg powyżej 10 km.

20170401_131631

Wówczas bieg ukończyło ponad 750 osób. Teraz startuje ich prawie 5 tys. Jest to piękny bieg ulokowany na trudnej trasie. Niektórzy twierdzą, że to po prostu półmaraton górski. Faktycznie, patrząc na wykres przewyższeń można mieć takie wrażenie. Trasa wiedzie cały czas asfaltową drogą prowadzącą wokół podstawy Ślęży poprzez wioski pełne kibiców u płota 🙂 Zazwyczaj podczas startów (zbiegają się one z okresem nadejścia wiosny) jest piękna wiosenna pogoda, jakiej biegacze po zimowych treningach są spragnieni. Jednak zdarza się i tak, że czeka na nas mróz – było też tak w minionych latach, chyba nawet prawie -10! Jednak zazwyczaj jest pięknie. Tak było i w tym biegu. Mimo wiatru pogoda była bardzo pozytywna.

Jak pisałem trasa nie jest łatwa. W zasadzie najgorzej jest od 4  do 9 km, bo praktycznie wspinamy się w górę a najbardziej jest to odczuwalne między 7 a 9 km. Tu jest największe przechylenie i tu najdłużej biegniemy ciągle pod górkę, by potem z niej zbiec przez okres 6 km – z małymi przerwami na teren płaski i lekkie wzniesienia. Myślicie, że jak miniecie 9 km to już bieg skończony? Nic bardziej mylnego. Owszem, na wykresie wzniesień tak to wygląda, jednak najgorsze są ostatnie wzniesienia widoczne graficznie na nim jako mrówki przy wielkoludzie, nie mniej to dopiero te małe podbiegi dają nam w kość i to mocno. Dlaczego tak się dziej? Skąd ten paradoks, że tak nie męczy podbieg na 9 km jak te o wiele mniejsze i krótsze podbiegi mające miejsce od 16 km? Zakładam, że po prostu już zmęczeni jesteśmy i zbyt pewni siebie, że najgorsze za nami stąd nie mamy już zachowawczej taktyki na 5 km przed metą. Tezę opieram na sobie i rozmowach zawodników po biegu w szatniach. Większość osób się dziwi ostatnimi podbiegami, że są tak męczące. Tak więc jak ktoś chce poznać ten bieg w 2018 roku (a warto!), to niech pamięta o tym. Jak ktoś biegnie na pograniczu personalnego rekordu na 16 km, zobaczy jak on zacznie się  oddalać na kolejnych podbiegach, ale kto silniejszy biegowo ode mnie, da radę 🙂

Na mecie czeka nas jak co roku sprawna obsługa, jedzenie bez kolejki jak i depozyt, napoje itp. Warto spróbować swoich sił.

Piękny bieg z pięknymi widokami i pierwszym dotykiem wiosny czeka co roku!