img002

W minioną niedzielę (28.01.2018r.) wzięłam udział w IV Zimowym Maratonie Bieszczadzkim. Dystans w sumie 44,5 km pokonałam wraz z debiutującymi na tym dystansie znajomymi: Dagmarą i Łukaszem.

img001

(fot. Magdalena Bogdan)

Na miejsce przyjechaliśmy już w sobotę. Odebraliśmy pakiety, w których znajdował się numer startowy, chip do buta, buffka, ręcznik, bransoletka, piwo bezalkoholowe Lech Free oraz kilka ulotek.  Nocleg mieliśmy w Wetlinie (ok. 17 km od Cisnej), więc pobudka była o 5 rano, szybkie śniadanko, łazienka, poranna toaleta, ubiór na bieg i jedziemy na start! Zarówno start jak i meta była w Cisnej. Przed wejściem na start sprawdzano, czy posiadamy folię NRC i naładowany telefon komórkowy. Tuż przed samym startem spotkaliśmy się ze znajomymi i zrobiliśmy kilka fotek.

Nastąpiła godzina 7.20, więc lecimy! W końcu czekało na nas wspaniałe 44 km trasy, która prowadziła wokół gór Bieszczad! Pierwsze ok.. km były dla mnie bardzo ciężkie poprzez okropny ból brzucha.. Przez ten czas nawet nie miałam siły nic nie mówić.. Tylko były same myśli w głowie.. i chęć płaczu.. 11 km i pierwszy punkt odżywczy. Słodka herbatka i do przodu! No i później przeszło. Normalna ja i ciągłe gadanie. Kolejne kilometry mijały bardzo szybko i przyjemnie. Punkt odżywczy na 17 km w Roztokach Górnych, herbata x2, batonik i lecimy dalej.

img002

 Kolejny punkt to punkt kontrolny! 28 km i pomiar czasu! 3:55:48 Tak, zmieściliśmy się w limicie, więc biegniemy dalej! Do następnego punktu ok. 6 km. 35 km – Brzeziniak! Jesteśmy na miejscu, pijemy herbatę, colę, jemy pomidorową, jem kolejnego batona. Zauważam Piotra Dymusa, więc proszę o zdjęcie. Mamy to, możemy lecieć dalej. Do mety 9 km. Oj, z Brzeziniaka nie chciało się wychodzić. Ciepło, przyjemnie. Ale idziemy. Powoli w górę. Wieje okropnie, ale za to widoki wspaniałe! Kilometry uciekają, do mety coraz bliżej. Kilka zdjęć i biegniemy.

img003

 Zostały 4 km do mety! Ostatni punkt, chwila pogadanki z wolontariuszem i ostatnie kilometry. Ostatni kilometr do mety prowadził kolejką. Kawałek przeszliśmy, następnie biegniemy. Ostatnie metry do mety. Ze zbliżającej się mety słychać doping. Ciągle biegniemy! To już za chwilę koniec! Za chwilę upragniona meta! Z oddali widzimy czekających i nam dopingujących znajomych i wolontariuszy.

img004

 Dostajemy medale na mecie. Naprawdę są piękne!

img004

 Czas: 6:53:59. Znów to zrobiłam! A Łukasz i Dagmara zadebiutowali w maratonie! To się dzieje naprawdę. Na mecie dostaliśmy tzw. herbatki „z prądem” no i po biegu. Kolejne małe zwycięstwo. A żeby było jeszcze fajniej, razem z Dagmarą przebiegłyśmy cały dystans w fioletowych spódniczkach. I pogoda dopisała!.

img005

 Wiecie co w tym biegu podobało mi się bardziej? Trasa, długi limit czasu, góry, cisza, spokój, piękne widoki, wspaniali ludzie i to, że mogłam biec ze znajomymi i im pomóc. I to, że nigdzie nie musieliśmy się spieszyć. Fajne było również to, że na trasie były oznaczenia kilometrów. Ale nie takie na którym jesteś kilometrze, a ile zostało do mety. Wszystko w pewnym sensie działa na psychikę. Jak organizacja biegu? Spisała się na 6+! Niczego nie zabrakło!. Pierwszy raz w życiu byłam w Bieszczadach i powiem Wam, że zakochałam się w tych górach! Czy wrócę? Jestem tego pewna, że jeszcze kilka razy w tym roku!. Rozmowy, czas spędzony ze znajomymi, którzy mają tę samą pasję co Ty, bieganie, góry. Czy może być coś piękniejszego? Było po prostu wspaniale! Kolejne marzenie i kolejna przygoda zaliczona!. Życzę Wam, abyście się rozwijali w tym co kochacie robić. Pamiętaj: „Mając pasję, masz wszystko”.

Ewa Wzorek